czwartek, 20 kwietnia 2017

OOTD

OOTD,  Oufit Of The Day, czyli strój codziennego użytku, to co mamy teraz na sobie, ani wyjściowy, ani wystrzałowy tzw. "zwyklak codzienny"
Po takie zestawy najczęściej sięgamy, ubieramy się tak do pracy (o ile nie obowiązuje nas dress code, lub mundurek) na zakupy, na spacer z dziećmi czy psem. Ma być wygodnie, na luzie, co nie znaczy, że całkiem byle jak. Warto postawić na jakość butów, sweterka czy torebki.


A zastanawialiście się kiedyś, czy różni się obecnie moda uliczna na wsi, w małym mieście, czy w dużym?

Otóż różni się i to bardzo. Mieszkam w małym mieście, Puławy to  niecałe 60 tysięcy mieszkańców, nie jest to co prawda 3 tysięczne miasteczko, nie jest też to, znany kurort do którego ciągną tłumy, zwykłe przemysłowe miasto, z historycznymi korzeniami Książąt Czartoryskich. 
Do lat 60, kiedy nie było tu jeszcze Zakładów Azotowych Puławy liczyły sobie 12 tysięcy mieszkańców, rozbudowały się wraz w wielkim przemysłem, i przyjazdem tysięcy ludzi ze wsi.

Ale do czego zmierzam. Obserwując ulice, mieszkańców, oraz przyjezdnych, zauważyłam, że całkiem inna jest moda i trendy w dużych miastach, a inna w małych. W dużych miastach takich jak Warszawa, Gdańsk, Kraków, Łódź jest moda europejska, tak samo wyglądających ludzi widziałam w Londynie czy Paryżu. Nie mamy się czego wstydzić, wyglądamy światowo. Kobiety są kolorowe i odważne, często noszą się na sportowo, lub nonszalancko. Normalne jest, że do płaszczy i sukienek zakładają adidasy czy trampki, że noszą porwane portki bez względu na  swoje lata, że lubią kolor i formę.

Ale w małych miastach już tak nie jest, ludziom brakuje koloru i odwagi, im mniejsze miasto, im więcej lat mają ludzie, tym jest coraz gorzej. Coraz więcej nijakości i szarości. 
Sklepy nie oferują ciekawych ubrań, brakuje popularnych sieciówek, trzy sklepy na krzyż, a galeria jest mikroskopijna, można wszystkie sklepy obejść w godzinę, do tego wysokie ceny, wolę na zakupy pojechać do większego miasta, bo i wybór i cena diametralnie inna.
Jest jeszcze hala targowa i cotygodniowy targ oferujący ubrania, które nie wiem jakim cudem się sprzedają, bo są nijakie.Nie wiem, kto i gdzie je szyje, ale większość tych ubrań nadaje się tylko na określenie mianem "mody kościółkowej". Czasami chodzę na targ po kwiaty, warzywa, to co widzę na straganach, bieliznę, sukienki, buty, wielokrotnie mają wyższe ceny niż na wyprzedażach w sieciówkach, a plastikowa jakość jest okropna. Ubrania te są przerysowane, jak są modne falbany to jest ich  za dużo, tak samo koronek, haftów etc. I wszystko strasznie sztuczne, czy ci producenci nie słyszeli o projektantach? Czy nie można skorzystać choćby z gazet z modą? czy trzeba produkować brzydkie rzeczy. Wiem, że pojęcie estetyki jest kwestią względną, ale można byłoby się trochę postarać, jeśli już się coś produkuje. 
Tak więc obserwując otaczający nas świat realny i wirtualny, blogi kobiet mieszkających w małych miasteczkach i wsiach, widać, o ile trudniej jest im nadążyć za modą i odwagą, to co jest naturalne dla kobiety z dużego miasta, wcale takie nie jest dla blogerki z małej mieściny.
A co Wy o tym sądzicie, widzicie te różnice?

Moja dzisiejsza stylizacja, codzienna i zwykła - to kurteczka z SH, sweterek z dwoma dużymi dekoltami z przodu i tyłu (z wyprzedaży oczywiście) w moim ulubionym kolorze indyjskiego różu i delikatnie przecierane jeansy. Strój wygodny, luzacki, ożywiony jedynie apaszką i torebką.















 Kurtka SH (Minuet) , jeansy Mohito, Sweterek - H&M, botki Gino Rossi, Torba Vera Pelle, apaszka - włoski jedwab
Fot. Sylwan

32 komentarze:

  1. na co dzień wygladasz fajnie :)
    w sam raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, większość moich przedstawionych na blogu stylizacji jest taka właśnie codzienna, pokazuję to jak się ubieram do pracy i na spotkania, w 3 % są tylko zdjęcia na których ubrana jestem do sesji. Ja po prostu tak właśnie różnie się ubieram, w to co mi w duszy gra.

      Usuń
    2. I to jest fajne . Ja tez inaczej ubieram sie do pracy , inaczej po godzinach ;) i czasem eksperymentuje ;)
      Ja lubie dojrzałe kobiety świadome swej kobiecości i dobrze ubrane - niezależnie czy bedzie to styl biurowy czy rockowy luz . Byle nie odpicowane do ostatniego guzika na sesje , bez odrywania metki i potem do sklepu oddać ;) byle na blogu sie pojawiło ... Lubie patrzeć jak ktoś sie nosi . A nie na manekiny .

      Usuń
    3. Bardzo trafne spostrzeżenie Aniu, niektóre bardzo się starają być manekinem z wystawy.

      Usuń
  2. Mój Rybnik ma 140 tysięcy mieszkańców, ale gdybym chciała zajrzeć do lepszych sieciówek to muszę odwiedzić Katowice. Mamy 2 centra handlowe podobno niezłe, bo zjeżdżają się do nich wszyscy z aglomeracji. Ponieważ jestem lumpeksoholiczką od 15 miesięcy to na sklepy z tym asortymentem nie mogę narzekać w najbliższej okolicy, jest ich sporo i zawsze można coś znależć fajnego. Na ulicach jest średnio, ciekawie ubrane osoby rzucają się w oczy, czyli stanowią wyjątek, nawet wśród młodzieży. Podobno ja się rzucam, takie docierają do mnie opinie choć na co dzień ubieram się w moim odczuciu zwyczajnie, ale już futrzana kamizelka czy kolorowa czapka powodują taki odbiór. Mogłoby być o niebo lepiej. Ostatnio wręcz przeraziłam się naszą ulicą, bo wszyscy byli ubrani na czarno, ewentualnie granatowo, brązowo, ale nawet nie mieli dodatków w bieli, kolorze czy choćby jasnej szarości. Może dlatego nie przyglądam się u nas ludziom na ulicach bo chyba zesmutniałabym potwornie, buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mieszkam na prowincji, w ni to wsi, ni to miasteczku. Jestem tym miejscem zachwycona. Tak, mamy 3 sklepy na krzyż, ale nie powidziałabym, że jest nijako, a że szaro - to dla mnie tylko radość :D To co jest na targach, jest produkowane w Chinach lub Wietnamie. Priorytetem nie jest moda, ale zysk, kasa. Wiem co mówię, miałam kiedyś handlowe kontakty z Wietnamcami i wiem jakie mają podejście. Totalnie tanim kosztem uszyć coś u siebie, sprowadzić tu, sprzedać, a za zarobioną kasę sami się ubierają w drogich markowych sklepach. Przynajmniej tak było 10 lat temu. Sa targi z takimi stoiskami, bo widać jest zapotrzebowanie. Dobra, a wracając do tego, jak się ludzie ubierają... Jak chcą. Jeśli ktoś ma gdzieś te sprawy, to co z tego? Czy nie można być szcześliwym w byle czym? Że komuś się to nie podoba i psuje widok - trudno. Nie przyglądajmy się tym, którzy nam się nie podobają i po temacie. U mnie w miejscowości jest sporo starszych pań, które widać, że chce im się bawić w strojenie. Kapelusik, spódniczka, szminka itd. A że nie wszyscy... Mnie to nie przeszkadza. Sama się ubieram jak mi się chce (szaro i niemodnie, często jak lump :P) i jakby mi ktoś powiedział, że mam się ubierać tak czy siak, bo mu przeszkadzam swoją bezkolorowością, to bym go rechotem zabiła. Nie wiem dlaczego jest taki wymóg koloru... Nie wiem, jak miałby czyjś kolor wpłynąć na moje samopoczucie, zepsuć lub poprawić mi humor... Dla mnie to takie jakieś frazesy. Za dużo hałasu o nic, a przecież w życiu ciuchy nie są najważniejsze. I tak, mówię to ja, która ma bloga tyle lat, prawie 8 i sama ubrania robi :D Ale nie rozkminiam tego wszystkiego tak w mojej głowie, szkoda czasu. Grunt, żeby ludzie nie śmierdzieli, a te ciuchy które mają, były czyste. A na blogach więcej prawdziwie ubranych blogerek, właśnie w codziennych stylówkach. Bo od epatowania przebraniami, to już się w głowie kręci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nikt bezkolorowością nie przeszkadza, w ogóle nikt mi niczym nie przeszkadza, mnie bezkolorowość, ciemność i ponurość wszechobecna, a o tym pisałam, po prostu fizycznie smuci, a że jestem depresyjna to uciekam od smutku i szukam radości gdzie się da także w kolorach, i myślę, że nie jestem jakimś dziwnym wyjątkiem :) Nie wymagam, nie oczekuję, tylko sobie marzę :)

      Usuń
    2. Lumpolu droga, chyba osobiście jakoś odebrałaś mj komentarz... A ja tylko się odnoszę do posta. Twój komentarz przeczytałam po publikacji swojego, jakby co :)

      Usuń
    3. Podstawowy zarzut mojej mamy był zawsze "Dlaczego Ty jesteś taka wrażliwa " w rozumieniu "przewrażliwiona", z tego chyba się nigdy niestety nie wyrasta :(
      ale jednak spróbuję! :) a ja zajrzałam zobaczyć co Marzenka odpisała i patrzę o Sivka
      się rozpisała bardziej niż ja! Ciekawe ;) No i sobie wzięłam do siebie co nie moje ;)
      Buziaki :))

      Usuń
    4. Ach, z tą wrażliwością. Ona czasem tak komplikuje ;) Ja sobie bardzo lubię pogadać i podyskutować, nawet i pokłócić (ale bez awantur :D). Wiem, że u Marzeny można szczerze pisać, a nie tylko pitu pitu i same zachwyty. Mam nadzieję, że się nikt nie obrazi za to, jakie mam zdanie :)

      Usuń
    5. A ja sie włączę do dyskusji - jeszcze z innego punktu widzenia - mieszkam gdzie mieszkam i mam inną perspektywę - ja nie widzę żeby dojrzałe panie 60plus z małych miasteczek (Biłgoraj) różniły sie od pan z miast dużych ( Kraków czy Katowice ) i nie różnią sie od swoich matek lat temu X .
      Różnią sie( od tak samo dojrzałych pan) w europejskich stolicach - tu panie mają więcej luzu i koloru na sobie , w Lux z tymi wszystkimi ChanelKami , Luis Vuitton i markowymi ciuchami etaptuja właśnie Emerytki - maja czas , kasę i fantazje . To dla mniej najwieksza różnica .
      Widzę tez ze nie spotykam w Pl dziewczyn , pań ubranych jak na blogach , jak juz to rzadko . Zbyt rzadko . Tu prowincjonalne Verdun wiedzie prym - więcej fantazji w ciuchach , choc niekoniecznie w dobrym stylu ;);)
      Jakos tak uwazam ze najlepiej ubrane sa .... Azjatki - modnie , ciekawie , kroje , fasony , zawsze zastanawiam sie czy kupują te ciuchy w tych wszystkich chińskich sklepach które dominują Polska blogosferę ?!?!

      Brak sieciówek na prowincji - nie wiem czy to problem - niestety ciuchy w sieciówkach takie plastkiwowe ze trudno cis fajnego kupić . Nawet w tych z nieco wyższej Polki niz H&M czy Zara :/:/:/:

      Usuń
    6. Ach i Polki maja opinie ładnych i zadbanych , co i to smutne nie dotyczy panów - bardzo odstają
      Zwłaszcza 40 +

      Usuń
    7. Cieszę się, że zabrałyście głos, cieszy mnie fakt, i dostrzeżenie tego, że u mnie można wszystko powiedzieć a ja nie czekam na ochy i achy. Dziękuję Oli, Sylwii i Ani za podjęcie tematu. Oczywiście, że każdy może ubierać się jak mu się podoba, to moje spostrzeżenia, bardziej niż brak fasonu lub koloru, drażni mnie brak higieny. Ja tylko stwierdziłam fakt, że moda ze wsi różni się od tej z dużych miast. I tu i tu są wyjątki, indywiudalizm uwielbiam i Ciebie Olu i Sylwio nie można zaszufladkować, i nie ważne gdzie byście mieszkały. Aniu Zara to szczyt marzeń, dla Polski, a nie byle jaka sieciówka :) :) u mnie Zary nie ma. Co do mężczyzn jest coraz lepiej.

      Usuń
    8. Myślę, że nie ma co porównywać emerytek z Polski, obojętnie z dużych miast czy małych wsi, do emerytek z tak zwanej starej Europy. Niestety, nasze emerytki są biedne. Poza tym to są roczniki z inną mentalnością, niż choćby nasza obecna młodzież i młodzi dorośli (około 25 lat). Za 20-30 lat nasze polskie emerytki (my) być może będą właśnie takie jak obecne w bogatych krajach (wolnych od komunistycznej przeszłości - co też jest ważne w rozpatrywaniu tego tematu. Wszak komuna nieźle zryła berety ludziom).

      Usuń
    9. Oczywiście ze nie można porównywać stanu portfela , czy zrytej szarością komuny ... Choc ... Myśle ze w tej komunie Polki potrafiły sie odnaleźć i wiele stworzyć .. To te pokolenie które sobie szyło , dziergało , przerabialo , przefarbowywalo - co sie z tymi paniami stało ?

      Usuń
    10. Co do panów , to opinia moich koleżanek Francuzek . ;) co wyjechały zwiedzać Kraków czy Warszawę ....

      Usuń
  4. Świetna normalna stylizacja na co dzień... Zgadzam się z Panią, że na wsiach i w mniejszych miastach ludzie ubierają się mniej ciekawie, mniej szałowo. Uważam, że przyczyną nie jest brak dostępu do sieciówek, ale tego, że ludzie tam są po prostu normalni. Żyją spokojniej. Nie są bombardowani ze wszystkich stron tymi sklepami, bilbordami. Ubierają się tak, żeby było im komfortowo i wygodnie. W dużym mieście chcemy się wyróżniać, chcemy błyszczeć. Duże miasto pędzi. Myślę, że z tego wynikają te różnice w sposobie ubierania się. Ciekawy post. Pozdrawiam. Jestem tutaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie właśnie w dużym mieście kobiety ubierają się z większym taktem i umiarem, nie przerysowują mody, nie mają za dużo na sobie, myślę, że ludzie w dużych miastach też są normalni, choć może żyją szybciej, ale mają też większy dystans do świata i siebie samych. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak jest w mniejszych, a jak w większych miastach, ale po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że sama mieszkając przez pewien czas w mniejszym mieście chciałam raczej ukryć się w tłumie. Mieszkając w dużym mieście nie interesuje mnie kto co myśli, kto na mnie spojrzy i czy coś się komuś spodoba, czy nie - jego problem :)
    Ślicznie wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to mi chodzi, w małych miastach, o ten brak odwagi, wtopić, zniknąć, być niewidzialnym, a potem kobiety dziwią się, że mąż ich nie zauważa, że nie dostają podwyżek, że nie awansują. Niestety w obecnych czasach jak nigdy dotąd, wygląd, sylwetka i ubiór liczą się bardzo. Dlatego powstały takie zawody jak personal shoopper, które pomagają ubrać się dobrze, nie przepłacić i poznać swoje wady i zalety. Oczywiście, że moda, ciuchy, trendy to nie wszystko i są ważniejsze sprawy w życiu, ale czy i z tego nie składa się nasze życie.

      Usuń
  6. Może to jest tak, że są ludzie, którzy dobrze się czują w małych miastach i akceptują wszystko, co jest z tym związane. Najprawdopodobniej są tam też szczęśliwi. Z drugiej strony wielkie miasta przyciągają zdecydowanie innych ludzi, może takich, którzy potrzebują więcej anonimowości i swoistego luzu. Kiedyś mieszkałam w małym mieście i ... zdecydowanie mnie to dusiło. Sposób ubierania się był w jakimś sensie ściśle określony i trzeba było mieć bardzo dużo odwagi, żeby włożyć coś autentycznie modnego, innego lub oryginalnego. Zgadzam się z Marzenną, że wybór towaru jest inny w dużych i małych miastach, niestety bardzo niekorzystny dla tych ostatnich. Nie chodzi już nawet o to, że te rzeczy są jakoś dziwnie szyte, ale są po prostu brzydkie. I może nawet nie chodzi o ubieranie się 'szałowo', chodzi o ubieranie się gustownie, 'smacznie' i co tu dużo mówić modnie. Jak to już wielokrotnie było napisane na wielu blogach - to co modne nie zawsze jest ładne, ale to co niemodne jest po prostu brzydkie. Mam wrażenie, że małe miasteczka zatrzymują się bardzo często na wzorach sprzed kilku sezonów, albo czymś co jest po prostu bezpieczne - garsonce, spodniach na gumce, spódnicy na gumce, żakiecie, bluzce z poduszkami. Ja z małego miasta uciekłam, ale przecież bez nich świat byłby mniej ciekawy. Pozdrawiam :) Margot :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margot dziękuję bardzo za komentarz, myślę, że wygląd do szczęścia ma się nijak, i pisanie, że w małych miastach ludzie są szczęśliwsi niż w dużych, to frazes. Wszędzie możemy być szczęśliwi i nieszczęśliwi, to kwestia charakteru, wyborów, życia. Szklanka jest do połowy pusta lub pełna, ale zgadzam się z tym, że w małych miastach masz siedzieć w worze, i nad niego nie wyłazić. Cieszę się, że post spotkał się z taki komentarzami, mnie właśnie chodziło o tą brzydotę, której nie widać w takim stopniu w dużych miejscowościach. Czasami mam wrażenie że "dulszczyzna" nadal w modzie.

      Usuń
    2. Nie robiłabym z mieszkańców małych miejscowości jakiejś subkultury, jednolitej masy. Nie ma tak, że wszyscy są tu szczęśliwi bądź nieszczęśliwi :D A panie w kieckach na gumce widywałam i w dużych miastach. To już chyba zależy od gustu i podejścia do spraw ubierania się. Nie każdy się tym pasjonuje. I jeszcze dodam, że sporo u nas osób wyróżniających się, w różnym, wieku, które nie boją się być soba i nie chowają się ze swoimi poglądami i stylem bycia innym niż ogólnie przyjęty. Serio. Przynajmniej moje pokolenie ;) A na zakupy do sieciówek też się jeździ i kupuje się przez internet. To nie jest tak, że tu koniec świata, nie ma prądu, psy szczekają wiadomo czym :D Świat jest bardzo mały obecnie, a kurierzy dotrą wszędzie :D

      Usuń
    3. Sylvia, masz całkowitą rację, ale trzeba chcieć, ja też nie tylko żyje modą, ale mój wygląd jest dla mnie ważny, może i jestem próżna i nie boję się o tym mówić, że chcę dobrze wyglądać. Jak ktoś nie chce, nie musi. Ty robisz super swetrzyska, masz swój styl, i nie patrzysz czy pani x to się podoba, grunt że podoba się Tobie. Ja poruszyłam ten temat ogólnie, ale jak widać, mało chętnych na komentarz, lepiej przemilczeć, niż się wychylić.

      Usuń
    4. Fajna dyskusja ;) :) . Wrócę na chwilę do mojej wypowiedzi - skrót myślowy, bo moje myśli zawsze pędzą szybciej niż pisanie :D :) - mówiąc 'szczęście' nie mam na myśli jakiegoś ogólnie pojętego 'Szczęścia' typu rodzina, zdrowie, itd. Chodzi mi o fakt, że skoro ktoś decyduje się na zamieszkanie tu, czy tam, to znaczy, że w tym konkretnym miejscu czuje się szczęśliwym, a co za tym idzie akceptuje jakieś tam ... nazwę to 'zasady', które tam obowiązują. W małych miasteczkach słowo 'obowiązują' jest według mnie jak najbardziej trafione i używam go celowo. 'Garsonka na gumce' też jest takim skrótem - bo jasne, że wszędzie ludzie się tak ubierają. Niemniej ... absolutnie zgadzam się z Marzenką - w dziurawych jeansach kobieta w wieku dojrzałym, a może nawet starszym, byłaby raczej zjedzona przez sąsiadki i postrzegana jako dziwadło jakieś. Podziwiam te Panie, które w ogóle odważają się na takie eksperymenty, bo to wymaga niezwykłej pewności siebie. Raczej mam problem z założeniem, że mamy mało pieniędzy i dlatego kupujemy takie, a nie inne rzeczy. I znowu pełna zgoda z Marzenką - na wyprzedażach w Zarze można kupić spodnie za 28zł, a buty za 27.99 zł ( tyle zapłaciłam na przykład za moje tak modne w tym sezonie kaczuszki, u mnie na blogu :) ) . Jednocześnie na targu lub w lokalnym sklepie rzeczy zwyczajnie w świecie brzydkie, niemodne, jakieś niekształtne kosztują 10 razy tyle - czyli tu raczej nie o pieniądze chodzi. Byłabym skłonna sądzić, że kobiety boją się wyglądać inaczej, że w niektórych środowiskach nie istnieje w ogóle coś takiego jak pojęcie 'modne'. Najważniejsze, żeby było wygodne. Pozdrawiam - będę zaglądała, ciekawa jestem opinii Twoich blogowych gości :) :) :)

      Usuń
  7. Świetny tekst i oczywiście fajny zwyklaczek. Ciekawa dyskusja sie wywiązała. Mam własne przemyslenia co do stylu, umownie nazwijmy go, małomiasteczkowego. Zawsze mieszkałam w dużym mieście, ale zawsze chciałam na wieś. I widzę , że kobiety niespecjalnie podążają za modą, bo maja rózne ograniczenia. Mam koleżanki, sporo starsze ode mnie, które żartobliwie nazywam geriawitkami. Cudowne, wspaniałe, życzliwe osoby, ale borykające się z wieloma problemami, głównie finansowymi i zdrowotnymi. Większośc tych pań nie potrafi się fajnie ubrać, bo po pierwsze nie bardzo chcą na to wydać kasę, a jeśli już wydają to niekoniecznie dobrze, bo gubi je praktyczność, albo po prostu brak gustu. Boją się ośmieszenia, tego, że ktoś będzie o nich plotkował itd itp. Tutaj nikt nie jest anonimowy. Jak się kobitka ostawi to zaraz gadają, że chłopa szuka, albo na stare lata jej odbija. Więc chodzą bidulki w dziwnych ciuchach, ze sztucznych materiałow, niebrudzących, niegniecących się, ale paskudnych. Do tego fatalne buty na "niskim klinie" i męska fryzura, a farba na włosy tylko jak jakie wesele w rodzinie lub pogrzeb. Ja nie twierdzę, że wszystkie tak mają, ale większość. Niedzielne , eleganckie kościołowe szaty, w miejscowych sklepikach są drogie i tragiczne, ale kobiety to kupują. Uwielbiam te moje geriatryczne koleżanki, namawiam na farbowanie włosów, sama często im te włosy domowym sposobem farbuję. A ja jak jaka kosmitka, żyję jak chce, ubieram się tak jak lubię, chętnie czerpię inspiracje z kilku blogów i mam po prostu nieco więcej luzu niż one.Majątku na ciuchy nie tracę, bo nie mam tych szmat i butówich zbyt wiele, ale te co mam są fajne. Mimo wszystko to, że przez większość życia mieszkałam w dużym mieście, moja matka i wszystkie ciotki lubiły sie ubrać, miało wpływ na to jaka jestem i co lubię. Ale uczciwie przyznaję, że lubię patrzeć na ładnie ubranych ludzi, w każdym wieku. Kwestia estetyki.Buziaki Marzenko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu ujęłaś to w świetny sposób, jakby w pigułce, właśnie o to mi chodziło, o małomiasteczkową mentalność, i to że wstyd zadbać o siebie, no chyba, że jest wesele, komunia, to można. Na szczęście zmienia się to na plus, chociaż bardzo powoli.

      Usuń
  8. Całkiem niezły outfit ,dobry w każdej wielkości mieście. Interesujące i trafne spostrzeżenia socjologiczne,Marzenko. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się wydaje, że kobiety na cały świecie ubierają się inaczej w mieście /wielkim mieście/ niż w małych miasteczkach i na wsi. Widać to choćby na filmach. Mieszkam w niewielkim 125 tyś mieście, mogę chodzić w czym chcę /nawet w spodniach z dziurami tylko nie chodzę bo mi się zwyczajnie nie podobają/, zakładać kolory /nawet mocno krzykliwe/, mogę wszystko, czy ktoś to komentuje? Nie wiem, mało mnie to obchodzi. Jak ubierają się u mnie kobiety? Powiem tak - różnie, tak jak chcą, ja mimo że prowadzę bloga o modzie, nie bardzo się przyglądam. Nie lubię krytykować. Pisze się na wielu blogach jakie to jesteśmy beznadziejne, że konieczna jest nam metamorfoza, pewnie jest ale nie tylko Polokom jest potrzebna, programy z metamorfozami "przywędrowały" do nas miedzy innymi z Francji, Anglii więc tam /oprócz Paryż czy Londynu/ też nie jest aż tak pięknie.Pozdrawiam, miłej niedzieli Marzenko...

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie najbardziej podobają się takie codzienne stylizacje. Pokazywanie ich na blogu dowodzi temu, że dbamy o siebie na codzień a nie tylko na potrzeby sesji.;

    OdpowiedzUsuń