wtorek, 27 czerwca 2017

Smaki i uroki Krety

Dzisiejszy post, jest ostatnim o Krecie, już więcej nie będę Was męczyła moim urlopem, przedstawię Wam co widziałam i co jadłam.


Kreta jest piękna, jej kuchnia lekka, aromatyczna i bardzo smaczna. Chciałabym powtórzyć ten wyjazd, może kiedyś...
Jak wiecie, bo pisałam w poprzednim poście tu, Ula przygotowała nam plan tego, co powinnyśmy zobaczyć, tak żeby wypocząć, ale i żeby mieć pojęcie jak Kreta wygląda. 3-4 godziny plażingu w zupełności wystarczają, aby troszkę się opalić, poleniuchować, mieć przyjemność z tego pobytu.
Dużym udogodnieniem było posiadanie wynajętego auta, nie ograniczało to naszego przemieszczania się, oraz nie ograniczał nas czas, jaki jest w przypadku wycieczek wykupionych.
Ula wynajęła nam hotel ze śniadaniami, bardzo czysty, z miłą obsługą, szczerze polecam, w ciągu tygodnia 3 razy miałyśmy wymienioną pościel i ręczniki, a śniadania w formie bufetu  miały zróżnicowane menu. Pokoje były dwuosobowe z łazienkami i balkonem, na wyposażeniu pokoju była lodówka,  suszarka do włosów, sejf, ekspres przelewowy, kubki, szklanki, w łazience mydło i żel pod prysznic, papier, na balkonie suszarka i meble ogrodowe.

Oto nasz hotel  Alkion w Kato Stalos


To nasza urlopowa czwórka; Ulka, ja, Bożenka i Wiesia



Tak więc w drodze na Elafonissi, zrobiłyśmy zdjęcia w wąwozie Topolia, jechałyśmy przez tunel, w których ruch drogowy odbywa się na  światła, ulica jest bardzo wąska. Widoki piękne. Byłyśmy też w kapliczce Agia Sofia umieszczonej na wysokiej górze.






A poza tym zwiedziłyśmy Rethymnon, Kissamos, klasztor Moni Arkadii, Agia Triada, dawną fortecę Fortezza, wzgórze Gramovusa i oczywiście wcześniej przedstawione plaże.
Nie miałyśmy pobytu all inclusiv, co pozwalało nam, na posiłki, gdzie chcemy i kiedy chcemy, a knajpki i tawerny są bardzo urokliwe z pyszną śródziemnomorską kuchnią, tak więc w różnych miejscowościach jadłyśmy naszą obiado-kolację z pysznymi deserami, serwowanymi gratis.
W tym względzie najlepsza była restauracja Maria's w Kato Stalos, tu dostawałyśmy, ciasteczko, paterę owoców i Rakije  zwaną tu Raki, zresztą potrawy również były pyszne, porcje duże, nie raz brałyśmy jedno danie na dwie.






 Raz jako  kierowczyni zawiozłam nas do Rethymnonu i do klasztoru Moni Arkadii, z powrotem prowadziła Ula, ja serpentyn miałam już po kokardki.


 Rethymnon

 
Twierdza Fortezza



  klasztor Moni Arkadii







 Stavros



  Rejs na Gramvouse i Balos

 

 Vouves i najstarsza oliwka świata, która cały czas owocuje


 Urokliwe uliczki Chanii, o której tu pisałam, z Bożenką pijemy świeży pomarańczowy sok, pycha


Kato Stalos


 Klasztor Agia Triada







 Nie tylko serpentynami jeździłyśmy, drogi szybkiego ruchu też są, okwiecone obficie po obu stronach .


Port w Kissamos i tawerna, gdzie zjadłyśmy świeże rybki i owoce morza. Grillowane krewetki były bardzo dobre, najlepsze jakie jadłam do tej pory.



Cały pobyt uważam za bardzo udany, chociaż myślałam, że więcej będę leniuchować, ale absolutnie tego nie żałuję, że mogłam tyle zobaczyć. Polecam Wam taki urlop, w porę zarezerwowany hotel,  kupione bilety lotnicze nie stanowią wielkiego obciążenia budżetu, uwierzycie że ten hotel wyniósł nas 16 euro za dzień razem ze śniadaniem, na osobę? a przelot w dwie strony niecałe 500 zł. W dodatku w restauracjach obiady kosztują podobnie jak nad naszym morzem od 4,5-10 euro, kawa również, np frape 2 - 2,50 euro, a może jest nawet tańsza.
Wcale nie potrzeba worka kasy, aby jeździć, trzeba tylko czasu.
Autorkami zdjęć są: Bożenka, Ula i ja
Dziękuję Wam dziewczyny za wspaniały urlop na Krecie.


sobota, 24 czerwca 2017

Plaże zachodniej Krety



Być na Krecie i nie zobaczyć Balos ani Elafonissi, to znaczy, że nie widziało się kreteńskich plaż.

Na ten wyjazd pojechałyśmy we cztery, na tygodniowy kobiecy reset, wszystko zorganizowała nam moja przyjaciółka Ulka, podróżniczka, która każdą wolną chwilę spędza gdzieś tam  w świecie.
Znalazła nam hotel, kupiła bilety, wynajęła auto i to dzięki niej widziałam raj. Bardzo ci Ula dziękuję

Plaże na Krecie są przepiękne, szmaragdowo-przezroczysta, ciepła woda kusi, i pachnie latem. Jedyny mankament tych plaż, to fakt, że są oddalone od miejsca zakwaterowania i że trzeba tam dojechać. Kto był na Krecie wie, że to góry, wąskie drogi, serpentyny, z jednej strony przepaść, albo morze, z drugiej góry lub skały. Dla mnie taka podróż, to mocne przeżycie, w dodatku małym autem, z małym silnikiem, co innego napęd na 4 koła, a do takiego auta jestem przyzwyczajona.
Tak więc dzięki Ulce i jej namowom zobaczyłam jaki piękny jest świat, i jak mało go znam.
Na Elafonissi pojechałyśmy serpentynami, dlatego na Balos padło na rejs statkiem.

Jako kobieta i blogerka, nie mogłam pominąć plażowego ubrania. Na ten wyjazd kupiłam sobie ażurową świetną sukienkę, moja jest akurat z Primarku,  kupiłam ją w Torquay, ale podobne widziałam w H&M. Następny mój plażowy zakup to były dwa kostiumy dwuczęściowe, chciałam w sumie kupić jeden jednoczęściowy, ale ładnego nie trafiłam, ładne są w sklepach online, ale bez przymierzenia ciężko dobrać właściwy, w sklepach stacjonarnych same sportowe do pływania, nic szczególnego. Do całości plażowych zestawów, zakupiłam buty do chodzenia po kamieniach, a właściwe Ula mi kupiła u siebie w Lidlu, u mnie nie było mojego rozmiaru, oraz zabrałam ze sobą chusty, aby przykryć ramiona lub biodra i słomkowy kapelusz, który równie dobrze mogłam za 6 euro kupić na miejscu.

Zacznę jednak od Balos.




Po lewej stronie za mną, stoi nasz statek, razem ze mną przypłynęło tu 1500 osób, na Balos byliśmy krótko bo zaledwie 2,5 godziny, z wysoka zatoka prezentuje się najpiękniej. Balos jest najbardziej dziewicza, dzika, nie ma tu leżaków, parasoli ani żadnej knajpki.
Te małe kropeczki za mną to ludziki.




Kostium kupiłam w Tesco, jest z F&F, celowo wybrałam taki motyw kolorystyczny, aby pasował mi do plażowej sukienki. Oczywiście konieczne są również filtry, na ciało 30, a na twarz 50.



Następna plaża to Elafonissi, która kształtem przypomina odwróconą podkowę, ma mnóstwo zatoczek, i wieje tu mocny wiatr. Woda tu jest dużo zimniejsza niż na Balos, chociaż zależy to też od zatoczki, w jednej zimniejsza niż nasz Bałtyk i tam były lekcje serfowania, a w innych była całkiem przyjemna. Tu jak i na innych plażach są parasole w komplecie z leżakiem, knajpki, przebieralnie.









Następna to plaża w Stavros, mała zatoczka pod wielką górą, miejsce gdzie kiedyś nakręcono film "Grek Zorba"



Woda była przyjemna, idealnie przezroczysta, miałam okazję tu ponurkować i zobaczyć ukwiały, rybki, podwodne życie.


Biały kostium to H&M.





Teraz Falasarna






Tu były największe fale, jest wysoki brzeg, nie można pospacerować sobie brzegiem morza, za to widoki cudne, tu również jak na Elafonissi jest różowy piasek. Można dotrzeć do łagodniejszego wejścia poprzez wulkaniczne skały.




Ostatnia plaża to Kato Stalos, vis a vis naszego hotelu, po drugiej stronie ulicy. Tu byłyśmy dwa razy, pierwszego i ostatniego dnia. Leżaki i parasole są za darmo, ustawione pod bardzo licznymi knajpkami.







Miałam ten post, zrobić po jakiejś obecnej stylizacji, ale doszłam do wniosku, że w 3 postach przedstawię Wam mój urlop na Krecie i zamknę ten temat, jak się odłoży na później zdjęcia z wyjazdu, to potem jakoś nie składa się, żeby zrobić post, tak wiszą mi jeszcze zdjęcia z Torquay, z Paryża i z Krakowa. Więc następny post będzie jeszcze urlopowy i podsumowujący wyjazd, przedstawię Wam też smaki Krety. 
Czekam na komentarze, pozdrawiam.
Fot. Ula i ja