sobota, 24 czerwca 2017

Plaże zachodniej Krety



Być na Krecie i nie zobaczyć Balos ani Elafonissi, to znaczy, że nie widziało się kreteńskich plaż.

Na ten wyjazd pojechałyśmy we cztery, na tygodniowy kobiecy reset, wszystko zorganizowała nam moja przyjaciółka Ulka, podróżniczka, która każdą wolną chwilę spędza gdzieś tam  w świecie.
Znalazła nam hotel, kupiła bilety, wynajęła auto i to dzięki niej widziałam raj. Bardzo ci Ula dziękuję

Plaże na Krecie są przepiękne, szmaragdowo-przezroczysta, ciepła woda kusi, i pachnie latem. Jedyny mankament tych plaż, to fakt, że są oddalone od miejsca zakwaterowania i że trzeba tam dojechać. Kto był na Krecie wie, że to góry, wąskie drogi, serpentyny, z jednej strony przepaść, albo morze, z drugiej góry lub skały. Dla mnie taka podróż, to mocne przeżycie, w dodatku małym autem, z małym silnikiem, co innego napęd na 4 koła, a do takiego auta jestem przyzwyczajona.
Tak więc dzięki Ulce i jej namowom zobaczyłam jaki piękny jest świat, i jak mało go znam.
Na Elafonissi pojechałyśmy serpentynami, dlatego na Balos padło na rejs statkiem.

Jako kobieta i blogerka, nie mogłam pominąć plażowego ubrania. Na ten wyjazd kupiłam sobie ażurową świetną sukienkę, moja jest akurat z Primarku,  kupiłam ją w Torquay, ale podobne widziałam w H&M. Następny mój plażowy zakup to były dwa kostiumy dwuczęściowe, chciałam w sumie kupić jeden jednoczęściowy, ale ładnego nie trafiłam, ładne są w sklepach online, ale bez przymierzenia ciężko dobrać właściwy, w sklepach stacjonarnych same sportowe do pływania, nic szczególnego. Do całości plażowych zestawów, zakupiłam buty do chodzenia po kamieniach, a właściwe Ula mi kupiła u siebie w Lidlu, u mnie nie było mojego rozmiaru, oraz zabrałam ze sobą chusty, aby przykryć ramiona lub biodra i słomkowy kapelusz, który równie dobrze mogłam za 6 euro kupić na miejscu.

Zacznę jednak od Balos.




Po lewej stronie za mną, stoi nasz statek, razem ze mną przypłynęło tu 1500 osób, na Balos byliśmy krótko bo zaledwie 2,5 godziny, z wysoka zatoka prezentuje się najpiękniej. Balos jest najbardziej dziewicza, dzika, nie ma tu leżaków, parasoli ani żadnej knajpki.
Te małe kropeczki za mną to ludziki.




Kostium kupiłam w Tesco, jest z F&F, celowo wybrałam taki motyw kolorystyczny, aby pasował mi do plażowej sukienki. Oczywiście konieczne są również filtry, na ciało 30, a na twarz 50.



Następna plaża to Elafonissi, która kształtem przypomina odwróconą podkowę, ma mnóstwo zatoczek, i wieje tu mocny wiatr. Woda tu jest dużo zimniejsza niż na Balos, chociaż zależy to też od zatoczki, w jednej zimniejsza niż nasz Bałtyk i tam były lekcje serfowania, a w innych była całkiem przyjemna. Tu jak i na innych plażach są parasole w komplecie z leżakiem, knajpki, przebieralnie.









Następna to plaża w Stavros, mała zatoczka pod wielką górą, miejsce gdzie kiedyś nakręcono film "Grek Zorba"



Woda była przyjemna, idealnie przezroczysta, miałam okazję tu ponurkować i zobaczyć ukwiały, rybki, podwodne życie.


Biały kostium to H&M.





Teraz Falasarna






Tu były największe fale, jest wysoki brzeg, nie można pospacerować sobie brzegiem morza, za to widoki cudne, tu również jak na Elafonissi jest różowy piasek. Można dotrzeć do łagodniejszego wejścia poprzez wulkaniczne skały.




Ostatnia plaża to Kato Stalos, vis a vis naszego hotelu, po drugiej stronie ulicy. Tu byłyśmy dwa razy, pierwszego i ostatniego dnia. Leżaki i parasole są za darmo, ustawione pod bardzo licznymi knajpkami.







Miałam ten post, zrobić po jakiejś obecnej stylizacji, ale doszłam do wniosku, że w 3 postach przedstawię Wam mój urlop na Krecie i zamknę ten temat, jak się odłoży na później zdjęcia z wyjazdu, to potem jakoś nie składa się, żeby zrobić post, tak wiszą mi jeszcze zdjęcia z Torquay, z Paryża i z Krakowa. Więc następny post będzie jeszcze urlopowy i podsumowujący wyjazd, przedstawię Wam też smaki Krety. 
Czekam na komentarze, pozdrawiam.
Fot. Ula i ja